Cze wszystkim. Zgodnie z prośbą Gooru napiszę co nie co. Małe conieco. A więc (nie zaczyna się zdania od „a więc”), właśnie wróciłem z podwórka, wyciągnał mnie Gumiś(1a) i Kryśiek(1a). Nawet nie stawiałe oporu, przydało mi się to bo od rana miałem wysuszony nos, bolała mnie głowa, a każdy wrzask potęgował się w mojej głowie w nieskończoność. Wyszedłem, poodychałem trochę, pobiegałem. I jeszcze jabłka zrywałem tylko jakiś żul zaczął się zbliżać więc zwialiśmy. Przy okazji wypadło mi dwa zeta z kieszeni. Później jeszcze skoczylismy na mościk (tzw. mościk, to jakie jakby przejście, nad torami ,dla różnego typu mechaników) ale akurat zauważył nas ochroniarz i musieliśmy zwiewać. Czyli podliczając, nabiegałem się trochę. No i nie zapomniana scenka, kiedy wszyscy (bezemnie) staneli pod domem Karoliny (1a), i zaczeli pierdzieć oraz krzyczeć hasła typu „Tu rutkowski patrol, proszę wyjść z podniesionymi rękoma. Powtarzam…”. Ogólnie było smiesznie, no i na koniec Krysiek rzucił śliwką w okno i wyszedł jakis facet. Zachowywali się trochę jak szczeniaki, ale nic nie mówiłem. Jedynie śmiałem się z przebiegu sytaucji :) No ale jak wróciłem już Goory nie było :( Kurczaki, i sobie nie pogadałem. Uh, już czuje jak mi nos się wysusza, chyba poproszę starszych żeby zdjeli z pawlacza nawilżacz do powietrza. Nom to by się przydało. Gwah. A! I jestem z siebie dumny! Rano, przed śniadaniem, zerwałem i wysuszyłem liścia. Teraz tylko musi się poprostować. A w szkole. No dobSZe, tylko mam trochę siniaków, bo silne muki dostaje. Ale mogłobyć gorzej w końcu muszę uciekać tylko przed Świątkiem(1a) i Maćkiem(1f). Nie tak źle, powtarzam. Yhm, gadam sobie włośnie z Asiąpe. Dawno nie gadaliśmy, zachowuje się troszke dziwnie, ale i tak jesteśmy pszyjaciółmi :) Okej dzis krótka notka. Nie mam wenny. Pah